|
Ody smutny gość ź walizką w dłoniach przechadza się po głodnym wciąż strychu parasol pada mu na głowę a deszcz w piersiach bulgocze Dla niego nieba z sadów mgłowych są dniem i nocą zwłaszcza w nocy Dla niego ptaki zwinięte w rulon czasu są jak nowe wieńce na stroskanych krzyżach Gdy smutny gość z walizką w dłoniach szepcze swej żonie czy mężowi że nie rozumie że się boi że chciałby że nie chciałby wyjechać zapomnieć rozpocząć wypłukać się w mydle młodości uczynić spowiedź wielkanocną odwiedzić wszystkich a może kilku przyjaciół ostatecznie tego jednego Jeśli przypomina sobie jego adres zobaczyć ludowego malarza o którym tak tłoczno ostatnio drugi Nikifor panie panowie warte obejrzenia To taki gość z walizką w dłoniach budzi strach u zakochanych budzi litość u skazanych usypia najgorętszy dzień W noc Wielkiej Nocy gdy Jaja tężeją w splotach barwnika wymęczone gorącem farbą rylcem spękanymi dłońmi i chuchami On Gość smutny z walizką w dłoniach pędzi na zwietrzałe spotkania łamiąc przy tym resztki złudy do siebie i świata Moi mądrzy Moi piękni Moi młodzi Tacy goście prędze} czy później dopracują się swej małej tragedii na stary strych dziurawy parasol i wytartą walizkę To tragedia ludzi poniżonych chęciami by nie zapomnieć by do końca nie ochłonąć by do reszty nie zdziadzieć Tragedia ludzi poniżonych bo mieszkają w domach z trzema zaledwie schodkami Gdy smutny Gość z walizką w dłoniach proszony na obiad do zimowego sadu dziękuje skromnie i unika drwiących spojrzeń oblodzonych drzew wyciągnięty na kocu ze starej skostniałej gilem chustki gładzi i oblizuje zimowe trawy i słucha wszystkich ptaków zimowego lata to wcale nie czuje się oszukany samotny myśli z żarem w sercu że jak wróci do domu to chyba sprzeda albo spali swoją trumnę która w kącie czeka na jego ciało od kilku lat i ogrzeje się jej ogniskiem
|