|
Zamknęli mi przed nosem drzwi szpitala dla metapsychicznych mówili że jeszcze nie czas że jeszcze muszę trochę poprzestawiać chodziłam po niewidzialnym lesie latałam naga i bosa po polach ostrych od ściernisk by zadać sobie rozkosz łowiłam zielone meteory w sieć rozwrzeszczanych włosów tańczyłam z białym słupem soli jadłam pierwiosnki latem tulipany zimą zawodziłam przeraźliwie na wiejskich weselach rżałam z radości na skromnych małomiasteczkowych pogrzebikach śpiewałam głuchym hymny i kołysanki niewidomym pokazywałam niebo piłam ocet z żółcią sama zbawiałam sama wydałam wyrok na siebie sama umęczyłam się sama się ukrzyżowałam i sama zmartwychwstałam iż krzyża przypiętym do krzyża zapukałam do drzwi szpitala dla metapsychicznych nie zostały mi otworzone na drzwiach było napisane OBCYM WSTĘP WZBRONIONY
|